Image Image Image Image Image
Scroll to Top

To Top

Aktualności

01

Gru
2016

In Aktualności

By Leon Film

Zbrodnia i wiara

On 01, Gru 2016 | In Aktualności | By Leon Film

Jeden z widzów wstał i tak podziękował Ryszardowi Bugajskiemu za twórczą odwagę: „Dziś już takich filmów się nie kręci”. I jest to najkrótsza recenzja „Zaćmy”. Reżyser idzie własnym torem, chciałoby się napisać – własnym tempem. 

Julia Brystiger (Maria Mamona), nazywana przez swe ofiary Krwawą Luną, ma na sumieniu sadystyczne przesłuchania i sądowe morderstwa popełniane na AK-owcach, inteligencji i duchownych. Brystiger była doktorem filozofii, absolwentką Uniwersytetu Lwowskiego i Sorbony. Znała największe postacie tamtego okresu, z Picassem i Stalinem włącznie.

Jak po seansie mówił reżyser, w powojennej Polsce należała do najwęższej, kilkuosobowej elity państwa, która pod batem Bieruta i lufą Stalina wprowadzała komunizm. Bugajski wybrał ją na bohaterkę swojego filmu, bo Krwawa Luna, jako chyba jedna ze wszystkich komunistycznych dygnitarzy, przeżyła religijne nawrócenie (lub jego namiastkę, źródła nie są jednoznaczne).

Po odwilży i osunięciu od władzy często bywała w Laskach, w zakładzie dla ociemniałych dzieci prowadzonym przez zakonnice. Było to ulubione miejsce odpoczynku prymasa Stefana Wyszyńskiego, stąd scenariuszowa hipoteza o ich znajomości i rozmowach. Czy można uzyskać totalne rozgrzeszenie – obejmujące nie tylko duszę, ale wszystko: całą własną tożsamość, życiowe wybory, dobre imię? Julia najwyraźniej tego pragnie.

Kulminacją filmu jest długa, kilkunastominutowa rozmowa Krwawej Luny z prymasem Wyszyńskim. Reżyser przyznał, że z punktu widzenia filmowca był to pomysł dość szalony: scena taka może pogrążyć i tak już niespieszny film. Na szczęście rozmowa jest wciągająca. Z jednym jednak zastrzeżeniem.

Prymas jawi się jako osoba duchowo bezsilna; nie ma wiele do zaproponowania miotającej się, okaleczonej duszy, która szuka Boga. Może takie ustawienie rozmówcy ustrzegło film przed religijnym banałem, ale jednocześnie odebrało nieco wiarygodności (cała rozmowa jest fikcyjna, a jej autor, Bugajski, jest ateistą).

Mocnymi stronami filmu są zdjęcia, scenografia, muzyka. Aktorzy grają znakomicie. Nie ma też – na szczęście – nadmiernego epatowania torturami. Na koniec warto wspomnieć, że postać Julii Brystiger zainspirowała także twórców „Idy”. Ale to już zupełnie inna historia.

Leszek Wejcman

Leon Film