Image Image Image Image Image
Scroll to Top

To Top

Aktualności

04

mar
2017

In Aktualności

By Leon Film

Ballada o Januszach

On 04, mar 2017 | In Aktualności | By Leon Film

Do kina wchodziłem pełen złych przeczuć: hasło „polska komedia” wciąż brzmi jak alarm ostrzegający przed zmarnotrawieniem czasu i środków płatniczych NBP.

Przed seansem przeczytałem kilka recenzji i przeważały niestety wypowiedzi krytyczne. Że w „PolandJa” żarty są niskie i mało śmieszne, że wątki się nie zazębiają i że szkoda dobrych aktorów. Na miejscu scenarzystów i reżysera (Cyprian T. Olencki) po takiej lekturze miałbym ochotę zmienić zawód. 

„PolandJa” składa się z epizodów, które rzeczywiście są ze sobą połączone dość luźno. Jest tu wątek pracowników korporacji drżących przed zwolnieniem. Jest wściekły kierowca, który dostaje lekcję pokory od bezdomnego. Jest historia młodego chłopaka, który niechcący stał się właścicielem boa dusiciela. Jest policjant ze złamanym sercem; łobuz z przestawionym nosem; zwariowana nacjonalistka; oszalały żołnierz, który wrócił z bliskowschodniej misji; zakochany Turek i wreszcie szacowny profesor szukający odrobiny czułości u damy świadczącej odpowiednie usługi.

Mimo nadmiaru historii i bohaterów całość ogląda się nadspodziewanie dobrze. „PolandJa” wciąga swoim specyficznym nastrojem, niezwykłymi dialogami i monologami.

Kolejne wątki scenariusza czerpią z książek Dawida Kornagi (który sam wciela się w postać ofermy, zmuszonego do oddania „za karę” połówki kebaba). Kornaga to autor błyskotliwy, dowcipny i inteligentny, doskonale czujący współczesność, tropiący naszą narodową ksenofobię i cywilizacyjno-geograficzne rozdarcie. Pomysł Olenckiego, aby sięgnąć po jego prozę, jest wart uwagi.

„PolandJa” kpi z poprawności politycznej. Dialogi – szczególnie dotyczące osób z „innych kręgów kulturowych” – bywają niesmaczne, wulgarne, rasistowskie… a jednocześnie – tak bardzo znane! Podobnych tyrad, dotyczących nie-Polaków, słyszałem w życiu setki, jeśli nie tysiące. Taktujemy je żartobliwie, z przymróżeniem oka, „przecież my tak nie myślimy… gdzież tam: jesteśmy narodem gościnnym, łagodnym i tolerancyjnym”. Skoro tak, to autorzy filmu dali nam pooglądać i posłuchać samych siebie. Wrażenie jest mocne.

Realizacyjnie PolandJa stoi na bardzo wysokim poziomie. Świetne zdjęcia, montaż, muzyka i dźwięk. Aktorzy grają tak, jak w komedii powinni – nie udają, że znaleźli się na ekranie przez przypadek. Za to wszystko debiutującemu reżyserowi i twórcom należą się duże brawa. Jestem pewien, że Olencki dostarczy nam jeszcze wielu dobrych filmów – bo na pewno nie brakuje mu odwagi (oby miał także dużo dystansu i cierpliwości do krytyki).

Skoro realizacja jest taka świetna, to co tak rozsierdziło owych krytycznych recenzentów, czemu film ma tak mało gwiazdek w rankingach? Moim zdaniem jest to kwestia scenariusza. Jest on niezwykły, nieoczywisty, inny niż wszystkie; łatwo go skrytykować, bo nie naśladuje niczego, co znamy.

„PolandJa” jest jak wiersz, jak ballada, gdzie liczy się nie tyle ich wewnętrzny sens czy zgodność z regułami – ile wrażenie.

„PolandJa” nie jest więc może ową wielką cudowną komedią, na którą czekamy od czasów „Rejsu”, „Misia” czy „Seksmisji”, ale nie jest też filmem z niższej półki, bez ambicji, co sugerują niektórzy krytycy. Osobiście wolę zobaczyć jedną „PolandJę” – niż dziesięć prawidłowo napisanych i zrobionych „polskich komedii”.

Leszek Wejcman