Image Image Image Image Image
Scroll to Top

To Top

Aktualności

09

Lis
2016

In Aktualności

By Leon Film

Zdrowa rodzina

On 09, Lis 2016 | In Aktualności | By Leon Film

Jedni narzekają, że za mało jest w tym filmie audycji radiowych. Inni, że nie wykorzystano złowieszczej aury obrazów Beksińskiego. A jeszcze inni, że z zasłużonej, może nieco ekscentrycznej rodziny artystów filmowcy zrobili – psychopatów.

W polskiej kinematografii rzadko zdarza się, że nie ma się do czego przyczepić od tzw. strony warsztatowej. Coś tam zawsze w polskim filmie kuleje: jak są ładne zdjecia, to dialogi drewniane; jak niezła intryga, to aktorzy mało wiarygodni; jak dobra scenografia, to scenariusz do kitu. Nasze kino zdaje się mieć wpisane w swoje DNA jakąś skazę, przewlekłe porażenie członków.

Akcja Ostatniej Rodziny rozgrywa się w dwóch ciasnych blokowych mieszkankach, co z założenia grozi nudą i wizualną klaustrofobią. Przenosimy się do lat 80. ubiegłego wieku. Przypominamy sobie ledwo ciurkającą z kranu wodę, dumne przedpokojowe boazerie, wieczne awarie, dojmującą szarość i ubóstwo tamtych lat. Ale sugestywne dekoracje to wciąż za mało, by przekonać polskiego widza. Ile to już razy daliśmy się nabrać! W napięciu czekamy, co w filmie zacznie kuleć.

Pojawiają się aktorzy (warto zaznaczyć: z najwyższej półki, więc i upadek może być bolesny). I każdy z nich prezentuje niezwykle szeroką, wręcz podręcznikową, kolekcję wewnętrznych sprzeczności.

Zdzisław (Andrzej Seweryn) jest mężczyzną szczerym i naiwnie dobrodusznym, a jednocześnie całkiem wyzbytym uczuć i wszelkich ludzkich reakcji. Śmierć najbliższych zdaje się na nim robić wrażenie nie większe, niż brak farby w tubie. Tomasz (Dawid Ogrodnik) to furiat i neurotyk, niepozbawiony wszak wewnętrznego ciepła i zdrowego rozeznania sytuacji, szczególnie w kwesti własnej kondycji psychicznej. Zofia (Aleksandra Konieczna) znosi dziwactwa i impertynencje obu panów z masochistyczno-męczeńską cierpliwością.

Czy ta pokręcona, wręcz surrealistyczna konstrukcja charakterów nie wydaje się zbyt bogata, przekombinowana? Na papierze – z pewnością! Na ekranie – o dziwo – jakoś nie!

Bije z tego filmu szczerość i prawda. Wmeldowujemy się do szalonej rodzinki Beksińskich, korzeniami tkwiącej gdzieś w podkarpackim Sanoku, a teraz gnieżdżącej się w ciasnym M-3 na Służewcu w budowie.

W groteskowych, zdziwaczałych bohaterach odczytujemy ślady swoich własnych niepokojów i sprzeczności. Po co mamy żyć, skoro z życia niewiele wynika? Po co poświęcać się sztuce, skoro jest ona, w gruncie rzeczy, tylko towarem. Czy skrajna cierpliwość i oddanie – tak potrzebne w relacjach z bliskimi – świadczą o głębokim altruizmie [staromodnie: świętości], czy raczej o deficycie daru asertywności, nadającym się do leczenia w grupie terapeutycznej? I wreszcie – czy ludzie w ogóle są normalni? Czy sami jesteśmy normalni?

Rodziny Beksińskich już nie ma. Wiek XXI – tak szybki i powierzchowny, jak nasze profile na Facebooku – wydaje się nie dla nich. Czemu więc ich historia tak silnie nas porusza? Odpowiedź – znajdziemy w kinie. W świetnym polskim kinie.

 

Leszek Wejcman

Leon Film